No Hejka :3
Jednak żyje (jak pewnie zauważyliście), przeżyłam lot samolotem. Yey! W sumie nie byłoby tak strasznie, gdyby mnie moja własna matka nie oblała wrzątkiem. Przynajmniej przekonałam się na własnej skórze, jak miłe potrafią być stweardesy [czy jak to się tam pisze]. Potem przez trzy dni miałam wi-fi, potem przez kolejne trzy nie (ale były za to karaluchy i jakieś niebezpieczne stonogocoś, co podobno gryzie xd). A teraz znów mam na kilka dni, ale niedługo znów się przemieszczamy i już go może nie być ;__;
Jedyne za czym tęsknię, to moja kotka i LPS. Serio, ja za nimi bardziej tęsknię, niż za własną rodziną 0.0
Póki co przeglądam blogi, nicole i oglądam filmiki LPShannah i to trochę pomaga ;) Ale bym ich nie wzięła, booo... (i tu zaczyna się temat główny posta).
Często je zbierałam ze sobą, gdzie tylko jechałam. Uwielbiałam mieć je przy sobie, robić im zdjęcia i ogólnie takie-tam. Pamiętam, jak ciągle robiłam zdjęcia małpce Hani, jak prawie zgubiłam na huśtawce żółtą krowę Mac'a. Jak wyjedżałam bez LPS'a, a wracałam z jednym albo dwoma, bo gdzieś sklep zawsze się znalazł. To były miłe wspomnienia, ale bywały też gorsze, tylko i wyłącznie z mojej głupoty.
Były na morzu lekkie fale, a ja chciałam pływać. Dobra, były dość duże. No i się lekko bałam, ale głównie chciałam po prostu popływać z LPS. Straciłam w ten sposób żółwia (którego imienia nie pamiętam) i czarnego shorthaira, którego szczególnie było mi szkoda. Nie dlatego, że pop- wtedy (i teraz) to nie miało znaczenia. To był jeden z ulubieńców, zwariowana kotka Czarka. Kurde, uwielbiałam ją, mój kuzyn także. Nie miała zbyt rozbudowanego charakteru, ale była jedną z pierwszych figurek, czymś wyjątkowym. Teraz marzę, aby ją zdobyć (ale na liście marzeń nie jest, bo to takie marzenie-niemarzenie). No i zgubiłam w recepcji hotelu innego popa- jamniczke z saszetek (jest w nagłówku na blogu Maślaczka). Była wtedy moim nowym LPS i nawet nie zdążyłam jej polubić, w sumie. Teraz żałuję, bo ja ją tylko w recepcji ośrodka zostawiłam No, to był pop, a mimo wszystko, fajnie mieć je w kolekcji. A poza tym, mogłam fajny charakterek jej zrobić. Trudno, bywa.
Ta notka mogłaby być ciekawsza/ambitniejsza, ale teraz do końca nie mam warunków, do napisania czegoś takiego. Może jeszcze coś później napiszę, nie obiecuję (bo już parę razy do tego się zbierałam, ale w trakcie pisania rezygnowałam). Ale nie chcę, aby na blogu były aż takie pustki, sami rozumiecie (niby nie pisałam tydzień, ale właściwie, to ostatnia notka była w ubiegłym miesiącu :3). No i ten...dziękuję za miłe życzenia fajnych feri pod ostatnim postem ^^
Paa C:
Jednak żyje (jak pewnie zauważyliście), przeżyłam lot samolotem. Yey! W sumie nie byłoby tak strasznie, gdyby mnie moja własna matka nie oblała wrzątkiem. Przynajmniej przekonałam się na własnej skórze, jak miłe potrafią być stweardesy [czy jak to się tam pisze]. Potem przez trzy dni miałam wi-fi, potem przez kolejne trzy nie (ale były za to karaluchy i jakieś niebezpieczne stonogocoś, co podobno gryzie xd). A teraz znów mam na kilka dni, ale niedługo znów się przemieszczamy i już go może nie być ;__;
Jedyne za czym tęsknię, to moja kotka i LPS. Serio, ja za nimi bardziej tęsknię, niż za własną rodziną 0.0
Póki co przeglądam blogi, nicole i oglądam filmiki LPShannah i to trochę pomaga ;) Ale bym ich nie wzięła, booo... (i tu zaczyna się temat główny posta).
Często je zbierałam ze sobą, gdzie tylko jechałam. Uwielbiałam mieć je przy sobie, robić im zdjęcia i ogólnie takie-tam. Pamiętam, jak ciągle robiłam zdjęcia małpce Hani, jak prawie zgubiłam na huśtawce żółtą krowę Mac'a. Jak wyjedżałam bez LPS'a, a wracałam z jednym albo dwoma, bo gdzieś sklep zawsze się znalazł. To były miłe wspomnienia, ale bywały też gorsze, tylko i wyłącznie z mojej głupoty.
Były na morzu lekkie fale, a ja chciałam pływać. Dobra, były dość duże. No i się lekko bałam, ale głównie chciałam po prostu popływać z LPS. Straciłam w ten sposób żółwia (którego imienia nie pamiętam) i czarnego shorthaira, którego szczególnie było mi szkoda. Nie dlatego, że pop- wtedy (i teraz) to nie miało znaczenia. To był jeden z ulubieńców, zwariowana kotka Czarka. Kurde, uwielbiałam ją, mój kuzyn także. Nie miała zbyt rozbudowanego charakteru, ale była jedną z pierwszych figurek, czymś wyjątkowym. Teraz marzę, aby ją zdobyć (ale na liście marzeń nie jest, bo to takie marzenie-niemarzenie). No i zgubiłam w recepcji hotelu innego popa- jamniczke z saszetek (jest w nagłówku na blogu Maślaczka). Była wtedy moim nowym LPS i nawet nie zdążyłam jej polubić, w sumie. Teraz żałuję, bo ja ją tylko w recepcji ośrodka zostawiłam No, to był pop, a mimo wszystko, fajnie mieć je w kolekcji. A poza tym, mogłam fajny charakterek jej zrobić. Trudno, bywa.
Ta notka mogłaby być ciekawsza/ambitniejsza, ale teraz do końca nie mam warunków, do napisania czegoś takiego. Może jeszcze coś później napiszę, nie obiecuję (bo już parę razy do tego się zbierałam, ale w trakcie pisania rezygnowałam). Ale nie chcę, aby na blogu były aż takie pustki, sami rozumiecie (niby nie pisałam tydzień, ale właściwie, to ostatnia notka była w ubiegłym miesiącu :3). No i ten...dziękuję za miłe życzenia fajnych feri pod ostatnim postem ^^
Paa C: