Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

76. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #12

 Hejka!

 Tak wiem, aktywnością nie grzeszę. Jednak postaram się to zmienić! Mam pomysł na posty, teraz tylko potrzeba czasu na ich pisanie xD

 Dziś kolejna część opowiadania! I tak, znowu krótka! XD Cóż poradzę, że wolę akcje w kilku zdaniach, niż litanię na tysiąc słów o kolorze nieba XDDDD Postaram się, aby następna była jak najszybciej.

~
 Rex

 – Cholera, czemu on nie odbiera…- Mruczę pod nosem i rzucam telefon na siedzenie obok.
— Zawsze, kiedy akurat jest potrzebny, nie da się do niego dodzwonić!
 Zaciskam łapy na kierownicy, usilnie starając się uspokoić nerwy. Wszystko to było takie oczywiste, wystarczało tylko pomyśleć i coś sobie przypomnieć.
 Wiele lat temu, gdy jeszcze trwały czasy mojej świetności, pomogłem zamknąć w więzieniu szefa jednej z największej i najgroźniejszej mafii, przynajmniej na tamte czasy. Dożywocie za liczne morderstwa, tortury, nielegalny handel bronią, narkotykami i LPS’ami,  oszustwa podatkowe… Dużo się tego zebrało. Wraz z nim, do więzień trafili inni członkowie z całego świata.
 Organizacja ta, siała spustoszenie przez wiele lat. Nigdy nie zostali schwytani, bo ich plany działania były tak przemyślane, że FBI mogłoby pozazdrościć. A los każdego szpiega kończył się marnie już po kilku dniach. No, prawie.
 Do tej pory nie jestem pewien, jak mi udało dostać się do ‘serca’ mafii i przeżyć. Ba, nawet nie wiem, jak udało mi się zaprzyjaźnić z szefem! Tak, tym samym, którego wydałem w ręce policji.

 Błagam, niech nikt nigdy nie naśladuje mnie, tak bardzo ryzykując.

  Cóż, jak sobie zaścielisz, tak się wyśpisz. Teraz grozi niebezpieczeństwo nie tylko mi, ale również moim córkom.
Bo po dwudziestu latach, syn ‘Groźnego’ przyjechał, aby zemścić się na mnie w imieniu ojca. A wykorzysta do tego Lily i Christy.
 Jaka jest w tym wina tej nieszczęsnej Cansu? Jej matka również pracowała przy rozbiciu mafii. I to ona zapłaciła za to życiem w hotelu, a teraz czeka to samo jej córkę.
 Dryyyń, dryyyń!
Odzwonił! Nareszcie! 


~ Lily

 Ogarnij się. Ogranij się. No już, ogarnij się!
 Powtarzam sobie to z dwadzieścia minut, ale nie skutkuje. Nadal łzy spływają mi z oczu, a serce bije jak oszalałe.
 Uspokoić oddech, zamknąć oczy i nie myśleć o niczym… Przypominają mi się porady, które kiedyś  czytałam w internecie. Niestety odpadam już przy oddechu.
 W głowie mam pełno odpowiedzi, ale na żadne nie otrzymam odpowiedzi. Co ja tu robię? Gdzie pojechał tata? I czemu tak dziwnie się zachowywał?
 Czy… czy grozi nam niebezpieczeństwo?
 Próbuję wstać, aby rozprostować łapy, ale w szafie jest tak ciasno, że prędzej ją przewrócę, niż mi się to uda.
 Odgłos pukania. Tata?
Ktoś wywarza drzwi. Nie, to na pewno nie tata. Ani żadna osoba, która ma przyjazne zamiary.
Daję mocno sobie w twarz, aby nie zacząć krzyczeć ze strachu. Muszę coś zrobić, uciec, cokolwiek!
 Nigdy nie sądziłam, że kroki po schodach mogą być takie przerażające. W końcu nie oglądałam horrorów, aż w końcu w jakimś się znalazłam.
Myśl, myśl, myśl… Co by zrobił tata w tej sytuacji? Dlaczego kazał Ci się chować właśnie do szafy?
No właśnie. Jak przez mgłę przypomina mi się mała wypukłość na dnie, coś w rodzaju mikroskopijnej klamki.
 – I jak pociągniecie w prawo, otworzy się ‘drugie dno’- mawiał ojciec, gdy byłyśmy małe, a on jeszcze nie miał siwego futra.  Wtedy tego nie rozumiałam, jedyne zastosowanie jakie z Christy znalazłyśmy, to przechowywanie słodyczy, aby móc się w nocy nimi zajadać. Chyba nadszedł czas, aby w końcu użyć schowka w lepszym celu.
 Próbuję pociągnąć, ale coś mnie uprzedza. Skrzypienie otwieranej szafy i zimna łapa, która nagle złapała mnie za kark.


~
 Wyrażajcie swoje opinie (nawet te nie pochlebne, bo na błędach człowiek się uczy). 
Do następnego postu!



środa, 23 sierpnia 2017

69.Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu#11

Hej.
 Zamówiłam sobie mebelki z OLX i osiemnastego wykonałam przelew tradycyjny. 
Wysyła dopiero dzisiaj,  bo właśnie jej przypomniałam "hej, płaciłam to chcę dostać".
Dopiero dzisiaj. Jezu, sto razy bardziej wolę te Allegro.


 No, w końcu opowiadanie. Już zbliżamy się do końca, a ja mam pomysł na kolejne XDDD
Matko, mam kolejny pomysł. Idę zapisać i zaraz wracam XDDD

~

Christy

 Wchodzę do budynku jak gdyby nigdy nic, kierunek do sali 208, jak nikogo nie ma, strzelam i uciekam.
Muszę to sobie powtarzać aż dojedziemy do gmachu szpitala. To jest narzucony przez nich mój plan działania. Nich, właśnie… Kim oni są? Nie sądzę, żeby to był zwykły narkotykowy gang. Nie, to coś więcej. Szkoda tylko, że uświadomiłam sobie to w chwili, gdy narzucili mi czarny worek na głowę. Pachnie wymiocinami i starałam się nie myśleć, kto je tutaj zwrócił.
- To ty ją zabijesz, cieszysz się?- zapytał któryś z nich, gdy wreszcie mi go zdjęli z głowy. Od tej chwili musiałam powstrzymywać łzy i strach, bo na to nie teraz pora.
 Rozglądam się po twarzach moich znajomych. Dance, Dingo, Grey… Widać, że są skołowani. Nie przebiega to po ich myśli.
- A co wy sobie, idioci, wyobrażaliście- wołam w myślach, ale w rzeczywistości nawet nie drgnie mi twarz. Muszę uważać, żeby przypadkiem nie popełnić jakiegoś błędu, bo zapłatą za niego będzie moje życie.
Trzeba stąd uciec. To wiem na pewno. Nie dam się wrobić w zabójstwo, głupia nie jestem.
Czyżby?  A kto teraz siedzi pod czujnym wzrokiem mafiozów?
Powoli wszyscy się podnoszą. To znak, że jesteśmy już prawie na miejscu.
-Pamiętaj, oni odwracają uwagę personelu, ty wkraczasz do akcji, rozumiesz?
Kiwam głową.
-Masz odpowiadać!- ryknął mięśniak, aż przeszły mnie ciary.
-T-tak…

 Po chwili mogę zaczerpnąć świeżego powietrza. Zwracam wzrok w stronę przyjaciół. Gdyby nie przyczepione do nas kamerki oraz nasi strażnicy kilka kroków dalej, wrzasnęłabym do nich, abyśmy jak najszybciej stąd uciekli. Ale po co próbować, skoro i tak się nie uda? Jeśli chcę to wszystko przeżyć i zdołać uciec, zanim mnie zmuszą do najgorszego, nie ma miejsca na pomyłkę.
 Dopiero gdy wchodzimy bocznym wejściem do szpitala, myślę o tej, którą mam zabić. Cansu. Właściwie, nie ważne co zrobię, ona i tak umrze. Ale nie zamierzam, żeby z moich rąk. Powinnam zrobić coś w kierunku, aby w ogóle nie zginęła, ale teraz nie czas na poświęcenia.
- Ona nie musi zginąć.
 Słysząc to, nagle brakuje mi powietrza. Kto to powiedział? Rozglądam się po pustym korytarzu- teraz, gdy nie ma tu sal nie jest uczęszczany. Z całych sił staram się nie płakać. Omamy słuchowe? I  co jeszcze?
 Ale to prawda, ona nie musi zginąć. W głowie powstaje mi coś na kształt planu. Teraz muszę jednak się trzymać tego, w którym to finałem jest jej zabójstwo. Bo właśnie się rozpoczyna, gdy wkraczamy na korytarz główny.
Dance mdleje, a właściwie udaje. Wszyscy zbiegają się do niej. Ja i pozostali niezauważalnie przemykamy ku schodom.

Chyba to misja samobójcza, ale postanawiam uratować Cansu. 

~

 Znów krótko, ale postaram się jak najszybciej napisać kolejną część, bo chcę już te opowiadanie skończyć i zacząć kolejne :)

Maskonur

wtorek, 11 lipca 2017

61. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #10

Hej hej <3

 Co tam u Was? Ja jestem na obozie i jest faaaajnieeee ;D
 A co do BookAthonu to udało mi się PRAWIE wszystko przeczytać, jedynie "Kobiety niepokorne" (biografia) nie została przeze mnie ukończona :c Zostało jakieś 200 stron, ups.

Dziś znów krótko.
~




LILY
Wchodzę do domu, wciąż trzymając w drżącej dłoni telefon. Chwilę wcześniej zadzwonił tata i natychmiast kazał mi wrócić, robiąc mi tym samym pobudkę- nocowałam u Cathy z okazji jej urodzin, na co i tak z trudem zdołałam go namówić. Od tej afery z morderstwem jest przesadnie opiekuńczy, co właściwie zrozumiałe. Zresztą, zawsze taki był w stosunku do mnie.
Stoi na progu, a w jego oczach widzę coś obcego. Jest jakby kimś innym. Nie wiem, czy mam się zacząć bać. Łapie mnie za ramie i ciągnie do mojego pokoju. Piszczę i zagryzam wargi z bólu, na co on nieco łagodzi uścisk.
-Lilianne, posłuchaj mnie uważnie- nigdy nie zwraca się do mnie po pełnym imieniu, coś musiało się stać. Coś zrobiłam nie tak?- Schowasz się teraz do szafy i nie wyjdziesz, dopóki sam po ciebie nie przyjdę, jasne? Albo...hmmm... ciocia Zoe. Inaczej pod żadnym pozorem nie wychodź!
- Tato, co się stało?!
Widzę, jak marszczy brwi. Całuje mnie w czoło i popycha w stronę szafy.
- Kocham Cię.
A potem czeka, aż posłusznie ukryję się pomiędzy ubraniami i wychodzi. Słyszę, jak zaklucza drzwi wejściowe. A potem zaczynam mimowolnie płakać.
Gdzie jest Christy?

                                REX                   

 Cholera jasna, w co ona się wpakowała? Naiwne dzieciaki, ktoś zaoferuje im nieco kasy, a one głupie odwalają całą brudną robotę. Tylko czemu Christine dała się w to wciągnąć? Do tej pory miałem ją za nieodpowiedzialną, acz w gruncie rzeczy posiadającą jakiś rozsądek dziewczynę. Czyżbym aż tak się mylił?
 Jej zbyt niedokładne działania pozwoliły mi odkryć całą prawdę. Po jej nagłej ucieczce co nieco podejrzewałem. Chyba myślała, że jej pamiętnika pod łóżkiem nikt nie znajdzie. Zeszycik z wielkim napisem "Chemia", co najprawdopodobniej miało być niskiego lotu zmyłką, krył wydarzenia ostatnich dni. Jak zwykle- nikt nie podejrzewał mnie, że dowiem się prawdy. Nawet moja córka.
 Jadę autem najszybciej jak mogę, mając przed oczami mapę. Phi, nawet nie podejrzewała, że ma w telefonie GPS.
Tak samo, jak się nie zorientowała, że nie wszystko jej i jej znajomym pójdzie po ich myśli.
Moja organizacja ma pewnych szpiegów, więc nawet tak zorganizowana grupa przestępcza nie ma dla nas tajemnic.
I chwilę później gwałtownie hamuję, mając dosłownie jeszcze minutę do przejechania, aby dostać się do celu.
Bo dopiero teraz orientuję się, w jak wielkim niebezpieczeństwie są moje córki i ja.
Przeze mnie.

~

Do następnego postu!

wtorek, 27 czerwca 2017

59. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #9

Hej hej :D
Dzisiaj jest jakiś fajny dzień XD Dlatego nie leżę ciągle w łóżku, a co chwila coś robię (:

Kolejna część! Już nie chce mi się liczyć, jak dawno temu ją napisałam i o niej zapomniałam,eh.

 [KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE: CHRISTINE UCIEKŁA Z DOMU, DUM DUM DUM I TERAZ CZAS NA NARRACJE Z JEJ PERSPEKTYWY]

~
Patrząc jej w oczy widziałam to, czego najbardziej się obawiałam. Nieufność, strach, podejrzenia. 
 Z Penny jest problem taki, że jest z rodziny królewskiej. Znaczy, nie w prostej lini, ale życie w pałacu to życie w pałacu. 
Mogłabym wymieniać jej wiele wad, ale liczy się ta jedna zaleta- będzie trzymać buzie na kłódke. No i zwykła nie zadawać pytań. No, właśnie- zwykła, coś się jej teraz odwidziało.
- Powiesz mi w końcu co się dzieje?! Jest środek nocy, co ty robisz? 
- Jest już prawie ranek- odpowiedam jej z uśmiechem- Zresztą, ja tu tylko przez chwilkę.
Mówiąc to, podchodzę do szafki pełnej słodyczy- miejsca rozpusty małej pandy. Po dwóch żelkach, ilość cukru niebezpiecznie wzrosła, więc postanowiłam na razie odstawić "Super słodkie, super naturalne żelusie", które z naturą mają tyle wspólnego, że na opakowaniu widnieje jabłko. Kątem oka widzę, jak Penny zirytowana chodzi w tą i z powrotem.
Szkoda mi jej. Nagle ktoś przychodzi do jej domu, wyrywając ją ze snu, a tym kimś jest jej przyjaciółka, która nie raczy jej wytłumaczyć, co się właściwie dzieje.
Absurdem jest to, że uciekłam do pałacu- miejsca sprawiedliwości i innych takich, podczas gdy ja się wkręciłam w jakieś bagno z mafią na czele, która zleciła nam morderstwo.
Penny mnie zabije jak się dowie.
Mafia zabije Penny, gdy ona się dowie.
To nie był najlepszy pomysł
- Penny, zapomnij o tym, co się tu stało. Wracam do domu.

***
Krótki sms. Krótki, zwięzły, nie mówiący zbyt wiele. "Spotkajmy się zaraz"- cała Dance. Nie podaje adresu, bo i tak ci co mają być, będą wiedzieć.  
 Po chwili już tu jestem. W piwnicy starych ruin, z których pozostało już tylko kilka cegieł, gęsto nasmarowanych grafiti. Zawsze te miejsce napawało mnie strachem. Ale dziś szczególnie- jak otrzymywaliśmy taką wiadomość, oznaczało to tyle, że mamy przerąbane. Zazwyczaj chodziło o to, że ktoś na nas nakablował. Coś czuję, że tym razem będzie to coś gorszego.
 Schodząc w dół po schodkach znajdujących się koło ruin, czuję zapach stęchlizny. 
- Dance? Halo, jest tu ktoś?
Ta martwa cisza krzyczy- uciekaj, uciekaj póki możesz. 
Skutkiem nie posłuchania się jej, jest wylądowanie z pistoletem przy głowie.

~



maskonur^^



wtorek, 25 kwietnia 2017

54. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #8

hej hej!
dziś kolejna część OBBT^^
taka trochę krótka mi się wydaje, ale mam nadzieję, że aż tak źle nie jest.

*w narracji Rexa*
~

-To nie ma sensu- mruknęłem do siebie. Nie kryłem nawet niezadowolenia. Jest już blady świt, a ja po całej nocy nadal niczego nie mam.
Cansu Foster, lat szesnaście. Rodzina nieznana, nie wiadomo, skąd przybyła. Do "Krowiego Pensjonatu" trafiła w dzień owego wydarzenia, o koło godziny ósmej rano. Oprócz portmonetki z gotówką, niczego nie miała.
 To jak szukać igły w stoku siana. Nie dość, że nie ma takich uprawnień jak policja, to i tak raczej nic więcej z takowymi by się nie dowiedział. Nikt nic nie wie.
 Podobno kilka dni temu była w stanie wypowiedzieć kilka słów. Policja wykorzystała sytuację, a teraz dziewczyna na powrót milczy jak grób. Cichutko tylko oddycha, i z onieśmieleniem spogląda na pielęgniarki. W niczym mu nie pomoże.
 Westchnął. I jeszcze Christy ma na głowie. Uparta dziewucha z samolubną postawą "mam to gdzieś". Zupełnie jak jej matka. A z nią to Rex nie mógł wytrzymać. Albo ona z nim, bo widocznie była znudzona ich małżeństwem.
 Z pokoju córek słychać było, jak z kimś Christy rozmawia. Przez chwilę zawahał się , czy nie rozsądniej byłoby odebrać jak telefon.
"Ale co to da? Jeszcze bardziej się na mnie wkurzy"- pomyślał, zirytowany swoją uległością wobec niej. Zrobił sobie kolejny kubek kawy (choć ostatnio obiecał sobie oduzależnienie od kofeiny). Dopiero godzinę później, dotarł do niego oczywisty fakt, który, jako profesjonalny agent, z własnej niedbałości zignorował, a może nawet go nie zauważył, pochłonięty swój pracą.
Do cholery, jego córka o czwartej nad ranem rozmawiała najlepsze przez telefon.
Nagle zrobiło się w pokoju zimno. Bardzo zimno. Wbiegając do pokoju, zastanawiał się, kto w tym wypadku postąpił gorzej- ona, za jej totalną głupotę, czy on, za jego niedopilnowanie rodzonej córki.
-Christine?!
Pokój był pusty. Uciekła z domu, nieświadoma niebezpieczeństwa, jakie może jej grozić poza nim.

~
jeżeli zobaczycie, że jest jakiś nie pasujący wyraz, to autokorekta. pisałam na telefonie  (w notatniku) i już nie chcialo mi się przepisywac na laptopie, więc jest kopiuj-wklej.





niedługo kolejna część
pa!

piątek, 17 marca 2017

46. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #7

 Już coraz bliżej 50 notki, jej!  Już nie mogę się doczekać^^
 Aaaa, i jeszcze coś: Wy nie wiecie, jak własciwie wyglądają postacie. Głupi Maskonur o tym nie pomyślał, i tylko MeCatze na asku mi o tym przypomniała xD Może kiedyś ich własna sesja, ale teraz po prostu dam zdjęcia i napiszę, kto jest kim.

 Detektyw Rex

 Cansu/Cansuu- różnie się pisze

 Od lewej: Christy i Lily

Dingo, Dance oraz Grey 

Penny oraz Frank



~

Po głowie ciągle chodzi mi ten wyraz: zabić, zabić, zabić... Zabić kogoś, kto oszukał przeznacznie... Jakie tam przeznaczenie? Chyba raczej: zachciankę jej śmierci. Mamy dobić umierającą.
Ale co mamy zrobić? No nic nie zrobić, tylko ją uśmiercić.
 Martwa cisza która nastała gdy Dance to powiedziała, wciąż mimowolnie przyprawia mnie o dreszcze...
 Pierwszy odezwał się Dingo, głupią wypowiedzią w stylu: ale co dokładnie mamy zrobić?
-No, zabić ją- powtórzyła tępo ona.
Wtedy zrobiło mi się słabo, i powiedziałam, że idę do domu.
 Najgorsze, że jeżeli coś pójdzie nie po naszej myśli, co jest całkiem prawdopodobne, to skończy się to źle na nas. A nie! Najgorsze jednak jest to, że, do cholery jasnej, nie mamy jak zrezygnować!
 Bo LPS'y które im się sprzeciwiły skończyły, że tak powiem, skrócone o głowę.
  Powiem szczerze- boję się, wszyscy się boimy. Phi, wiejskie chuligany które mają przedostać się przez tabun policjantów i zabić najbardziej strzeżoną osobę, dobre sobie! Brzmi zabawnie, ale tak nie jest- to jest niebezpieczne.
                               
                              ***

-Christine, zejdź na chwilę!- słyszę głos ojca, pewnie znów będzie mi zawracał głowę moimi ocenami czy obecnościami w szkole.
Gdy tylko pojawiam się koło niego, rozpoczyna się wykład.
-Chciałbym, abyś na siebie uważała...
-Będę!- odpowiadam głośno i na pięcie zawracam w stronę pokoju.
- Jeszcze nie skończyłem!- grzmi, a ja lekko przestraszona wracam- Rozmawiałem  z twoją siostrą już o tym... Z powodu, hmmm..., sytuacji w naszym mieście, od jutra postanowiłem odwozić i odbierać Cię ze szkoły...
-Że co niby?!- przerywam mu rozwścieczona. Nikt nie będzie ograniczał mojej wolności!- Nie zgadzam się, chyba śnisz, jeżeli myślisz, że zgodzę się na coś takiego!
-Nie tym tonem! A, i obowiązkowy powrót do domu zawsze o 20, muszę też wiedzieć gdzie je...
- Nie! Nie jestem taka jak ona, nie zgodzę się ma coś takiego!
- Ona, czyli Lilianne? Ją też to obowiązuje, nie ma tu nic do dyskutowania, ani do zgadzania się. Aha, i najlepiej, gdyby...
-Mam tego dość!- krzyczę na całe gardło, biegnę i  wpadam do pokoju trzaskając drzwiami.
Za sobą jedyne co słyszałam to ciężkie westchnienie. Nawet się nie pofatygował, aby za mną pójść. Mama tak by zrobiła.
 Leżę zwinięta na łóżku. Jak mamy to zrobić, skoro nawet na dłużej nie mogę wyjść z domu? I jak on w ogóle śmie mówić co mam robić? Przez całe życie tylko "Lily, moja Lily", a teraz cyrk odstawia.
Chciałabym wrócić do mamy, do mojego domu, do przyjaciół. Wielkie miasto, eleganckie białe mieszkanie- dla kogoś może nic wartego uwagi, może pusty apartament bogatej spanielki bez żadnego wyrazu. Jak bardzo się by mylił. To coś ważniejszego, bo to nasz dom, to miejsce na ziemi dwuosobowej rodziny.
Od kiedy mama uznała, że u ojca będzie mi lepiej, minęły trochę ponad dwa lata. Chciałabym tam wrócić, ale mieszkanie jest już dawno sprzedane, mama się przeprowadziła.
 Tu też mam przyjaciół, są fajni. Nawet jest ich więcej, niż dawniej. Ale i tak za tamtymi tęsknię nadal.
 Wiem co muszę zrobić. Jest to jedyna szansa, abym nie zawiodła Dance, Dingo i Gray'a. Szybko wyszukuje numer, który znam już niemal na pamięć.
- Penny, jesteś mi potrzebna...





~





Czy ta część nie jest jakaś... skrócona? Nie wiem, z jakiś miesiąc temu to pisałam.
Teraz wolę skupić się nad scenariuszem na serial o ważkach :)


Do napisania^^

sobota, 18 lutego 2017

41. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #6

 Hej ;3
Trochę wygląd się bloga zmienił, mam nadzieję, że dla Was na lepsze (mnie się bardziej podoba, ale to dlatego, że moje ulubione kolorki dominują^^).
 I ten... Bym napisała coś lepszego, ale chyba za bardzo pomysłu nie mam.


~
 -Rozumiesz? Maksymalnie o dwudziestej w domu, nie później- mówię sztywno. Mam świadomość, że może jej się to jej nie spodobać, ale nie będzie się sprzeciwiać. Christine z pewnością, ale Lily jest inna. To z nią załapałem wspólny język, to ona jest moją małą księżniczką, choć taka mała to nie jest.
Skinęła niechętnie głową, jestem przekonany jednak, że nawet gdybym tego nie powiedział, to i tak by nie ryzykowała i nie szlajała się po nocach.
 Teraz policja wymyśliła jakieś kolejne bajeczki. Że to niby natrafili na jakąś poszlake. Gówno prawda, wystarczająco długo obcowałem z policją i teraz znam jej zagrywki. Uspokajają, że mają sytuację pod kontrolą, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki. Tak naprawdę- oni sami się boją.
  O Lilianne aż tak bardzo się nie obawiam. Znaczy- obawiam się, jest moją córką. Ale wiem, że będzie posłuszna, nie będzie niepotrzebnie okazywała scen odwagi. Jako, że będzie współpracowała, że tak powiem, nic się jej raczej nie stanie. Raczej.
 Inaczej sprawa ma się z moją młodszą córką. Choćbym błagał, ona będzie robić swoje, nawet mi na złość.
 Nie chodzi o to, że morderca czai się m kolejne ofiary. On poluje na Cansuu. Jednak może być nieobliczalny, brać zakładników. Bezpieczeństwo nader wszystko.
                                 ***
Po niezbyt przyjemnym dniu, każdy marzy o kubku gorącej herbaty lub kawy, oraz o chwili spokoju i odpoczynku. Ja także, dlatego po rozmowie z Lily ruszyłem w stronę miękkiej kanapy. Nawet nie zdążyłem do niej dojść, gdy rozległ się jej głos.
- Tato, przyszła do Ciebie poczta.
 Wzdycham i odbieram od córki cieńki stos listów. Szybko rzucam na nie okiem, same reklamy. Wśród nich dostrzegam ulotkę Pizzeri Pod Krzywym Kaloszem. Na niej uśmiecha się wesoło pancernik trzymający dopiero co wyciągniętą z pieca pizze. Wyciągam nożyk spod kanapy, i delikatnie rozcinam wpół ulotkę. Wypada z niej cienka kartka. Tak komunikuje się ze sobą nasza organizacja. Już teraz wiem, że ma to z pewnością związek z tym morderstwem.

Rex,
Nasze przypuszczenia się potwierdziły- we wszystko jest wkręcona mafia. Jednak, natrafiliśmy na coś nowego- ktoś za nich wykona zadanie. 
 W twoich łapach jest nie tylko jej życie, ale i coś ważniejszego- odkrycie, dlaczego chcą ją zabić.
 Nie możesz do tego dopuścić. Ona nie może umrzeć.




~

Nie podoba mi się to, ale jak już napisałam, to drugi raz mi się nie chcę.

 Może wydawać się to przewidywalne, ale spokojnie- wszystko może się zdarzyć, nawet ja nie wiem, jak to się skończy xD 

                                                                       ~Maskonur^^


Ps. Zapomniałam napisać:


MeCatze:   Wow *o*




 OTO NASZ KLUB, JEŻELI CHCESZ, TO PRZYŁĄCZ SIĘ!!!!! xd



W sumie to bardziej trójkącik, niż klub xD








Zostawmy to bez komentarza...


środa, 8 lutego 2017

39. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #5

Kiedy  (kiedyś) w tytule było 'Opowiadania', a nie 'Opowiadanie', to był niezauważony przeze mnie błąd, jakby co (teraz dopiero to zauważyłam) ;3

~
Heh, to w sumie zabawne. Jeden z większych wyrzutków w szkole, bulterier Frank (czy Franky, jak kto tam woli) stał się teraz jednym z elity. Jeżeli, oczywiście, tak można nazwać kilka zwierzaków ze szkoły które są nieco bardziej rozchwytywane przez innych. Niby on od początku tak jakby trzymał z nami, ale wielka przyjaźń to nie była, a z pewnością nie zaufanie. Parę razy był z nami na jakiejś mniejszej akcji, ale w sumie, to raczej wolał utrzymywać kontakty z naszą "paczką" jedynie na szkolnym korytarzu. Reszta uczniów, mimo, że go znała, to jednak tak trochę go olewała. Właściwie jest całkiem spoko, ale przy mnie trochę dziwnie się zachowuje...
 A teraz jest kimś, kto budzi zaciekawienie. A cała sprawa dotyczy tego, że jako jedyny trochę rozmawiał z "tą która przeżyła", czyli nieznajomą, która podobno walczy o przeżycie w szpitalu. Zresztą, niewiele wiadomo, oczywiście policja więcej nie powie. A najlepsze jest to, że on już ze dwa razy był u niej w szpitalu. Dingo dorabia teorie, że może Frank zakochany jest w niej, czy coś, ale średnio to wiarygodne.
 Dingo jest super. Jego najbardziej lubię z całej naszej grupy. Nie powinnam tak mówić, bo istnieje coś takiego jak siostrzana solidarność, a Lily i on podobno coś tam razem... To przeszłość, to nie ważne. I nie zmienia to faktu, że bardzo go lubię. Jest jeszcze Grey, ale on nie wiele się odzywa, a jak już to właśnie tylko do Dinga. I Dance, starsza siostra Grey'a, tylko, że ona szkołe już skończyła. To właściwe od niej się zaczęło. Ale teraz ma trochę pracy i rzadziej z nami bywa. Nazywa coraz częściej też nas 'smarkaczmi', a to nieźle wkurza. No i jeszcze ten Frank, z którym jest tak jak jest. A Penny, moja najlepsza przyjaciółka... Jest wspaniała, ale nie zgodziłaby się na takie coś, nie potrafiła by nawet. Nie ona. Dlatego, te sprawy trzymam dla siebie, a w razie co, proszę ją o zapewnienie jakiegoś alibi, nie tłumacząc zbyt wiele.
- To co, dzisiaj kończymy te grafiti, nie? I zobaczmy, czy dałoby się coś zrobić od drugiej strony murku; mam fajny pomysł na...- zaczynam mówić do Dinga po zakończeniu lekcji. Tak właśnie wyglądają po południa- jakieś grafiti, zwinięcie paru drobiazgów ze sklepu, mały psikus temu, kto nam podpadł... Od czasu do czasu coś większego, ale w końcu to tylko nudna, mała wioska.
- Nie, Dance mówiła, abyśmy natychmiast przyszli do niej. Podobno coś niezłego się szykuje- odpowiada tajemniczo.
                                 ***
W sali, w której nadal trwa remont pachnie farbą. Ściany są dopiero co pomalowane, iskrzący się niebieski aż daje po oczach.
 To szkoła tańca nowoczesnego. A przynajmniej będzie, jak Dance uzbiera pieniądze na dokończenie niewielkiego budynku. Ale z kasą krucho, zarabianie "na ulicy" dostatecznych dochodów nie przynosi. Dlatego teraz jack russell terriercka intensywnie myśli, nad jakimś napadem na bank, czy coś. Ja nie żartuje-z nią to całkiem możliwe.
 -Psiaki, słuchajcie... Jest coś mocnego...- zaczyna, jak tylko wchodzimy. Oczy jej błyszczą, z daleka widać, że to nie zwykłe zwinięcie paru rzeczy komuś bogatszemu i sprzedanie za dobrą sumkę, a coś, na czym naprawdę da się zarobić.
- Mów, mów, bo już doczekać to się nie możemy- mówi z lekką ironią Dingo, ale widać, że jest zaciekawiony- Co tam dla nas wynalazłaś? Tylko nie rozdawanie ulotek...
Ten żart  (który lekko nawiązuje do przeszłości Dance) głucho został zignorowany przez wszystkich. W tym momencie liczy się, co teraz ona nam powie.
-Skontaktowali się ze mną. Oni- mafia.
 Panuje cisza, nikt nie śmie wymówić słowa. Nie trzeba dodawać, aby widzieć, o kim mówi.
O największej, najniebezpiecznej, zorganizowanej grupy przestępczej. Czegoś chcą? To to dostają. A raczej wykonują zadanie. Są niczym legenda.
Dostać się do nich- szczyt marzeń każdego wiejskiego chuligana, coś niemożliwego.
- Dostaniemy...kilka milionów- mówi Dance, i chyba sama aż w to nie wierzy. Ale to możliwe, przecież dla nich to grosze, zarządzają większymi fortunami.
- No, ale co trzeba zrobić? Mów!- Paradoks. Grey, ten który mówi na ogół najmniej, teraz jako jedyny odważył się wymówić choć kilka słów.
-Zabić tą w szpitalu. Zabić Cansuu.

~
Dziś nieco dłużej, bo uznałam, że nie ma sensu dzielić jednego rozdziału na kilka części.
             








sobota, 14 stycznia 2017

33.Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #4

Hejka ^^
Aby w razie czego rozwiać wszelkie wątpliwości co do narracji w  opowiadaniu- co prawda pierwsza część była napisana z narracją Cansu, ale później był Rex *druga cześć*, Christy *trzecia część*. I teraz tak będzie na zmianę- Rex, Christy, Rex, Christy...
~
W ukryciu obserwuję Pałac Królewski.
Aby wytłumaczyć, dlaczego w owym miejscu byłem, musiałbym opowiedzieć moją całą historię. A ta, nie jest przeznaczona dla uszów nieodpowiednich osób.
 Można by mnie opisać w kilku słowach- były ochroniarz, ojciec Lily I Christy, kierowca autobusu. Rex, zwykły owczarek po czterdziestce. Ale to niekocznie byłoby opisanie prawdziwego mnie, a raczej tego, jak postrzegają mnie osoby z całego otoczenia.
Ja jestem kimś w rodzaju agenta w przebraniu. Chronię rodzinę królewską w taki sposób, że nawet Królowa Lotos nie wie o moim istnieniu. Mój prawdziwy zawód, to być takim kamelonem w psiej skórze- wtopić się w otoczenie.
 Dlatego, schowany za krzakami, obserwuję Pałac. Teraz, po tej nieciekawej sprawie z morderstwem, muszę robić to jeszcze częściej.
                                
                                  ***
-Sprawca wciąż nie znaleziony... Policja szuka... Prezydent miasta zaleca szczególną ochronę... Co na to Królowa?
 Przypatruję się w milczeniu twarzą córek.
W oczach Lily widać przerażenie. Niebieskie oczy wpatrują się w reporterkę pełne obaw. To widać- boi się. Wszyscy się boją- że to niby oni będą następni. Ich strach wzrósł by, gdyby wiedzieli, jak wygląda trup- to by rozwiało wszelkie wątpliwości, czy aby nie był to po prostu  'nieszczęśliwy wypadek'.
Za to Christy uparcie unika patrzenia w telwizor. Czasem sam do siebie mam wyrzuty, że jestem wobec niej złym ojcem. Zawsze żyła w wielkim mieście z matką- elegancką spanielką, projektantką mody. Wiem, że gdyby nie okoliczności, nigdy by tu nie przyjeżdżała. Ja też żyłbym inaczej, gdyby chęć rozwijania kariery przez moją żonę byłaby mniejsza, od naszej miłości. Ale tak nie było.
 Czas napisać do szefa list. Wątpię, aby nie wiedział już o całej sprawie. Ale wraz z jego odpowiedzią, dostanę wyraźne instrukcje, co mam robić.
I pewnie znowu będę na tropie mordercy. Genialnie, jakby życie "kierowcy autobusu" nie mogło polegać na całkowitym zaufaniu policji.
~
W następnym rozdziale (jeżeli znowu nie podzielę go na takie małe części) będzie początek akcji :3
                                                                    Pa!

środa, 7 grudnia 2016

23. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #3

~Cześć. Jak wam upłynęły Mikołajki? Jakieś lps-owe prezenty od Mikołaja były?
_______________________________________
-Uciekajcie! Szybko!
-Stać, policja! Zatrzymać się!
Oczy aż mi łzawią od mieszaniny barw i kolorów. Wszystkie krzyki przemieniają się w mojej głowie na jeden, przeciągły wrzask.
 Rozum podpowiada mi poddanie się, ale ja słucham się czegoś innego. Pierwotnego zmysłu przetrwania i ucieczki. I to właśnie robię: uciekam.
 "Chcę do domu" próbuję wyszeptać, lecz z moich ust nie wydobywa się żaden dźwięk. Adrenalina sprawia, że biegnę coraz szybciej, i szybciej. Koło siebie widzę Dingo, a i za mną ktoś biegnie. Może to jeden z policjantów. Wolę nie sprawdzać tego.
 Czuję że zyskujemy przewagę. Znowu wrócimy do domu, bezpieczni i zmęczeni. Tym razem również policja nie rozpoznała nas. Parę dni bezowocnego śledztwa i powrót do codzienności. Historia lubi się powtarzać. To zaczyna być już nudne.
 Powoli robi się coraz ciszej. Zaczynamy zwalniać. Po chwili, gdy już całkiem się zatrzymamy, zaczyna się zwyczajowe przeliczenie. Wszyscy są, nikomu nic się nie stało. Czas wrócić do domu.
                                 ***
 -Gdzieś Ty znowu była?- znajomy głos wita mnie przy progu domu. No tak, mogłam się tego spodziewać.
 Mogę skłamać, że u koleżanki. Tata, choć podejrzliwy, nie zarzuci mi kłamstwa. Nie ma dowodów. Penny, moja przyjaciółka, nigdy mnie jeszcze nie wydała. Mam powody, aby jej ufać.
 Ale z drugiej strony... Czy to dobrze ciągle oszukiwać własnego ojca? Za każdym razem patrzeć mu w oczy i opowiadać zmyślone historie?
 Zanim zdążę dokończyć moje "za i przeciw", z mojego gardła wydobywa się nieśmiały głos.
-Na zajęciach dodatkowych z geografii. A potem u Penny- nie jest to całkowite kłamstwo, ponieważ na zajęciach faktycznie byłam. Mimo to, głośno przełykam śline, i wymijam go, kierując się w stronę schodów.
-Dobranoc-mamrocze. Nie wierzy mi, ale obydwoje wiemy, że nic nie powie. Zdania typu "Nie wierzę Ci!!!" nie są w jego stylu, jeżeli nie posiada dowodów. Trochę mi go szkoda. Ale tylko trochę.
 -Christy?- przy wchodzeniu do naszego wspólnego pokoju dobiega mnie zaspany głos siostry.
-Christine- poprawiam ją- Ewentualnie Chris.
-Oj, no dobrze. Ale dla mnie zawsze będziesz Małą Christy.
 Właściwe to całkiem miłe i urocze z jej strony. I trochę mdłe. Chociaż jest fajną siostrą.
-Czas spać, Mała Christy. Dobranoc, pchły na noc...
-...A karaluchy pod poduchy- dokańczam, kładąc się do łóżka.
__________________*____________________
                                                      ~Maskonur

poniedziałek, 28 listopada 2016

22. Opowiadanie Blogowe Bez Tytułu #2

Witam.
Jakoś zapomniałam o tym opowiadaniu. Pierwsza część była we...wrześniu? Przepraszam.
<Dlaczego link nie chce się zrobić? Co tu jest grane? Nie ogarniam tego telefonu, tego bloggera!!! Trudno, znajdziecie to w archiwum, we wrześniu>
_______________________________________
- Czyli, hmmm... Nie znacie przyczyny zgonu, tak?
- Zgadza się. Dokładna sekcja zwłok jeszcze trwa, ale wątpię, aby wykazała coś nowego. Dziwna ta cała sprawa. A zresztą, czemu Pan pyta?
"Bo sposób zabicia podsuwa na myśl najczarniejsze scenariusze. A ja muszę chronić rodzinę królewską przed jakimkolwiek zagrożeniem. Oraz swoją własną rodzinę."
- Z ciekawości. Wie Pan, po prostu się zaniepokoiłem tą sprawą.
- Jak to się stało, że Pan ich znalazł, jeśli można spytać.
"Śledziłem tą dziewczynę od początku. Była nowa, dziwna. Gdy usłyszałem krzyk, od razu tam pobiegłem. Sprawca usłyszał moje kroki i uciekł, zanim ją też ukatrupił."
- Przejeżdżałem wtedy nieopodal autobusem. Usłyszałem krzyk i tam pobiegłem. Mówiłem już to policji.
- Autobusem?
-Taka moja praca. Kierowca autobusu. Przepraszam, spieszę się do domu. Do widzenia.

                              ***
 -Cześć tato. Czemu tak późno wróciłeś?-głos córki wyrwał mnie z zamyśleń. Szybka chwila na wymyślenie małego kłamstwa.
- Korki były -to mówiąc, zaczełem zajadać zimne resztki obiadu.
- Daj, podgrzeje Ci- troska w oczach Lily... znaczy Lilianne. Chyba nigdy nie przestanę tak do niej mówić, mimo jej próśb. Dla mnie to nadal malutka dziewczynka, a nie już niemal dorosła osoba. W każdym razie, troska i dobroć w jej oczach zawsze mnie rozczulała i sprawiała, że jakoś tak uśmiech sam na twarzy się pojawiał. Nie ważne co by mówiła, zawsze się zgadzałem.
- Jak chcesz. Gdzie twoja młodsza siostra znów się podziewa?
- Wiesz jak to ona. Pewnie z ostatniej lekcji zwiała, aby pójść do kina. Aczkolwiek, słyszałam, że znowu zakwalifikowała się do jakiegoś konkursu z geografii. Sama jeszcze chyba nawet o tym nie wie.
- Tak...- odpowiedziałem, aby tylko coś powiedzieć.
- Coś dzisiaj jesteś małomówny. Coś się stało? Problemy jakieś w pracy?
"Myślę nad pewnym brutalnym morderstwem, i nad tym, jak daleko sprawca mógł uciec. Albo raczej: gdzie się teraz ukrywa. Ale spokojnie, nie ma co się martwić. Jedynie bałbym się o tą nieznajomą. Wydaje mi się, że ta osoba dokończy to, co zaczęła."
- Wszystko dobrze. Tylko zmęczony jestem.
_______________________________________Pisane na szybko. Jeszcze akcja się rozwinie (a przynajmniej taką mam nadzieję). Postaram się, żeby trzecia część była szybciej, niż za kilka miesięcy.